Czy jestem zły. Tak jak cholera, ale to pozytywna złość. Żeby mnie model pokonał – no niedoczekanie.
No w końcu mam nadzieję, że ten cholerny Internet już na stałe wrócił.

Chciałem się już w sobotę podzielić z Wami tą wiadomością ale ni jak nie szło przez internet.
Dziś mam świetny humor bo wyjaśniłem bardzo ważną sprawę, która od środy nie dawała mi spokoju. W skrócie gdybym dziś nie udowodnił, że nie popełniłem błędu przy rozliczaniu projektów Unijnych to skończyć się mogło ogromnym odszkodowaniem i do tego jeszcze sprawa mogła trafić do sądu.
Tak więc wszystko opowiem jak ma spowiedzi.
Czy macie czasami też tak, że czego się nie dotkniecie danego dnia to wszystko się pie..rzy. Tak było ze mną w sobotę. Od samego rana wszystko szło nie tak. Czynności, które powtarzam tysiące razy w sobotę się chrzaniły. Przedmioty martwe zawzięły się na mnie i odmawiały współpracy. Tak naprawdę w sobotę nie powinienem latać niczym a tym bardziej oblatywać nowy model, tylko podziwiać wyczyny Macieja i jego modelu na lotnisku.
Po analizie doszedłem do wniosku, że błędów popełniłem strasznie dużo.
Po pierwsze nowego modelu nie powinienem oblatywać przy takim wietrze. Jestem jeszcze za słaby w te klocki. Niby nic takiego 3-4 m/s ale były podmuch dość silne. Niestety model wystartował nie pod wiatr tylko bokiem.
Po drugie powinienem zdecydowanie ograniczyć wychylenia sterów. Maciej trochę zmniejszył ale jak się okazało i tak za mało.
Po trzecie za bardzo chciałem. Tak naprawdę to na siłę kończyłem model żeby zdążyć na sobotę. Spokojnie powinienem odczekać jeszcze ze 2-3 tyg. Dopieścić go, ustawić odpowiednio nadajnik, przetestować pewne rozwiązania. A przede wszystkim ochłonąć i byłoby na pewno dobrze.
Po czwarte jak ma się w danym dniu pecha to się pije żeby odczarować pecha a nie lata modelami.
Ale to wszystko i tak nic.
Najważniejszy błąd jaki popełniłem to zmniejszyłem obroty i próbowałem wyprostować model lotkami zamiast dać maksymalny ciąg i oddać wysokość. Model bardzo szybko poszedł pionowo w górę i to mnie wystraszyło i pewnie dlatego zmniejszyłem obroty. Niestety w sytuacjach stresowych ręce nie chcą działać jak należy. To z tym zdejmowaniem obrotów to już instynkt z którym nie mogę sobie poradzić od dłuższego czasu. Nie mam pojęcia dlaczego tak robię.
Ale kurde to nie koniec przygody z Pittsem.
Ten model za bardzo mi się podoba i nie odpuszczę. Będzie nowy kadłub to już wiem. Kwestia tylko czasu. Jak przyjdzie szybko (2-3 tyg.) to może jeszcze w drugiej części sezonu uda się oblecieć. Generalnie założenie jest takie: będę odbudowywał model dopóki nie poleci, choćby 10 razy.

Się zawziąłem.
Jakie straty:
Kadłub do kosza – no chyba żeby??. Pęknięte są tylko i aż dwie wręgi. Jedna w ½ druga w 1/3. Tyle, że to prawie 50% wszystkich wręg nie licząc firewall-a i ogonowej. Mam dwa pomysły na odbudowę, ale poczekam, aż przyjdzie nowy kadłub. Odbuduje choćby po to żeby mieć w razie czego - to raz, a dwa - to jak będę miał w zapasie to przede wszystkim oblot będzie mniej stresująca, że jakby co to nie koniec modelu.
Niestety również w sobotę poturbowałem Minimoa.
Dokładnie ten sam problem co z Pittsem - poszła gwałtownie pionowo, zdjąłem obroty silnika i zwaliła się na lewe skrzydło. Normalnie Minimoa startowała jak przerośnięty EasyGlider a tym razem poszła po sekundzie pionowo w górę i przez sekundę leciała na plecach. To na szczęście szybowiec więc udało się jakoś zminimalizować straty. Straty to 3-4 spore (tak 0.5-1.5 cm) odpryski lakieru. Już w niedzielą zaszpachlowałem i wyszlifowałem. Teraz tylko trzeba prysnąć farbą i nie będzie widać że coś było. Gorzej z serwem na prawym skrzydle. Padnięte całkowicie. Konieczna wymiana. Teraz jeszcze zastanawiam się czy wywalić drugie i dać dwa nowe, czy tylko dokupić drugie takie samo.
A teraz przyczyna wypadku. Po pierwsze to i w tym przypadku potwierdza się to co napisałem wcześniej, że jak idzie nie tak to już do końca.
A faktyczna przyczyna to jak mawia Motylasty głupota w esencjonalnej postaci. Ponieważ podczas szybowania w maju trzeba było podnieść ster wysokości żeby lot był w miarę poziomy, wystarczyło tylko zerknąć, że na trymerze ster wysokości jest podniesiony o 10 jednostek. Niestety na oko nie było tego kompletnie widać. I cała przyczyna.
Wnioski.
Bardzo dobra choć bolesna lekcja. Mam nadzieję, że będzie skutkowała w przyszłości.