Teraz jest poniedziałek, 28 września 2026, 13:56

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kamerun
PostNapisane: piątek, 1 kwietnia 2011, 19:38 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Opisze tu moje perypetie związane z wyjazdem do Kamerunu. Wyjazdem na Misję katolicką do Oo. Dariusza Godawy. Wyjazdem jak najbardziej modelarskim. Wiozłem bowiem ze sobą Easy Stara i miałem zamiar polatać nim na czarnym ladzie. Ten Easy star i mój aparat z funkcja filmowania, to był cały sprzęt filmujący jaki był mi dostępny. Miałem wieźć model z całym osprzętem FPV. Sprzęt zakupił O. Darek u Marka M i Petera znanego również jako Petera-Paralotnie, mimo wpłaty CAŁEJ kwoty nigdy go nie dostał. Po długich zabiegach, prośbach i groźbach, oraz zaangażowaniu wielu osób udało się pieniądze odzyskać.
Ale ja lecę, udało ki się tanio kupić bilety, niestety przez Londyn, najpierw WizzAirem, potem przesiadka na Air France, oczywiście przy okazji zmiana lotniska.. Do końca liczę na to że otrzymam sprzęt.

Piątek 4 lipca
Wieczór godzina 21, sprzęt dla Darka nie nadszedł nie mogę złapać kontaktu telefonicznego. Nikt nie podnosi słuchawki. A samolot mam o 6 rano
Zaczynam pakować to co mam, z rosnąca obawa, ze czegoś mi braknie, motor z RWD-5, Lipol, regulator, jeszcze ładowarka E-sky. Zaczynam rozbierać mój samolot, zastanawiając się co jeszcze będę potrzebował na miejscu, jeszcze taśma klejąca, złączki. O 1.30 kończę pakowanie i idę spać. Nie mogę zasnąć. Godz 4.00 odjazd na lotnisko, na miejscu oczekiwana acz niepożądana atrakcja, 210 zl opłaty za nadbagaż.. Lot do Londynu spokojny, lądowanie bujano-ślizgane, ujdzie. Na lotnisku udaje mi się szybko znaleźć wózek i ten mój 27-kilogramowy karton, przewieźć w poszukiwaniu autobusu do Hitrow. czekam chyba z godzinę, walcząc ze zjeżdżającym z krawężnika wózkiem, którego gabaryt nie pozwala mi się swobodnie przemieszczać, i blokuje cala szerokość przystanku autobusowego. Po przyjeździe autobusu, kolejne utrudnienie, nie mogę kloca wcisnąć do luku bagażowego, bo inni pasażerowie beztrosko rozrzucili swoje walizeczki po luku, kierowca i pasażerowie patrzą na mnie z niesmakiem. Wiadomo normalni ludzie podróżują z walizkami na kółkach, a rumun z kartonem. Hmm, sami tego chcieliście, wywalam ich bagaże na chodnik, ładuje swój karton, a potem z kamienna twarzą upycham ich bagaż po bokach kartonu. Wewnątrz wita mnie pomruk dezaprobaty, ale nikt nie podnosi wzroku. Siadam. mam to gdzieś. Teraz na Hitrow, muszę czegoś się napić, zjeść, a przede wszystkim przepakować tego kloca na dwa mniejsze. Takie przepisy lotnicze, w WIZZAIR liczy się tylko waga bagażu może być jeden waga 20 kg bez dopłaty, wielkość limitowana wielkością drzwi w samolocie, Air France 2 szt, maksymalna waga jednej 20kg bez dopłaty 40 kg. Gabaryt jest ważny.. Zapobiegliwie spakowałem się w dwa kartony i skleiłem je taśmą klejąca. Ale tak mocno że nie mogę ich rozłączyć. Noża nie mam z wiadomych powodów. Szukam na lotnisku noża plastikowego, nie ma w żadnym barze. Hmm bieda, udaje się na pizze, w nadziei że uda się „zdobyć” nóż. Na próżno. Udaje mi się za to znaleźć nowe zastosowanie dla dowodu osobistego. Tnie jak złoto. Potem odprawa bagażu, i już jasny radosny i lekki biegnę do samolotu z jednym plecaczkiem.. No nie tak od razu, bo się żabojad z Air France uparł ze mogę mieć tylko 20 kg i zażądał 100$ dopłaty. Coś mu się pomyliło, przez to że mam lot z przesiadka w Paryżu. Bo trzeba Wam wiedzieć, że 2x20 kg bagażu to można zabrać tylko na trasach międzykontynentalnych. Przy kontynentalnych tylko 20. Ale w końcu przyszedł ktoś lepiej wykształcony stwierdził że mam bilet do Kamerunu, skojarzył może że takiego państwa nie ma w Europie, więc pewnie na innym kontynencie stwórca je umieścił. Pogadali, pogadali i puścili.

Lądowanie, słabe, skakane. Spodziewam się na lotnisku coś zjeść, wypić, kupić na droge. Porazka o rozczarowanie... Lotnisko De Golla, monumentalny pomnik- koszmar pasazera, kilometry korytarzy, ciagi ruchomych schodow i chodnikow, prowadzace do nikad, kolejka jezdzaca pomiedzy terminalami do ktorej nie mozna trafic. Pusto, glucho, cicho... slychac tylko szum ruchomych schodow, odbijajacy sie echem w pustych korytazach, zywego ducha, sklepy pozamykane, kilka automatow z napojami... Probuje spac na siedzaco na metalowym krzeselku, obok pary nieszczesliwcow z Japonii.. nadchodzi ranek, zaczynam krazyc w poszukiwaniu sklepu, lub baru, jest czynny od 5.00, proponuja sanwiche, taaa, otwieraja o 5.30, jest kawa i croisanty, sanwiche beda po 12... ale jaja. Kupuje kawe, zjadam pól paczki ciastek kupionych w Londynie. czekam na otwarcie terminala do Duali. Na bezcłowym flaszka whiskey do plecaka i do samolotu. Tam dadzą coś do jedzenia... W samolocie czarno, głośno, zimno. Klimatyzacja na full, dobrze ze mam skarpetki i dlugie spodnie. Jest chyba ze 14 stopni.. mamy opoznienie, co chwila wchodza jacys czarni z wielkimi torbami i probuja je lokowac w lukach. Jak to jest ze mnie sprawdzaja wielkosc bagazu, a czarnych to nie obowiazuje ??? Na koniec, tuz przed odlotem, wpada malzenstwo, on bialy przyglup, widze po pysku ze opozniony w rozwoju, ona czarna, gruba przekupa, 25 toreb i pies, probuje wciagnac caly samolot w upychanie tych tobolkow, w koncu jej stary siada na jednej torbie, a druga kladzie sobie pod nogi. Probuje ja wepchnac pod moje. Patrze mu w oczy i uzywajac pieknego francuskiego "R" szepcze: wypierdalaj mi z tym. ...zrozumiał za pierwszym razem... dalej juz spokojnie, spie, budze sie jem, spie, trzese sie z zimna. Wyzywam stewardese ze nie jestem pingwinem, nic nie daje... Do obiadku ciasto z zakalcem. Interesujace, bardzo lubie zakalec, a mojej babci udawal sie tylko raz do roku, a tu prosze, ja mam zakalec, sasiad ma zakalec, ta mila czarnula i jej mama, i maz hmm. Nieslychane, jak im sie to udaje? Zjadlem ciastko i czekam na upragniona kawe.. Widze juz na poczatku samolotu wozek z napojami... Niestety!! nie dotrwalem, zasnalem. Jak sie obudzilem, nie bylo kawy, ani wozka, nawet filizanke mi zabrali... Ladujemy... w Douali... Dookola las tropikalny, palmy, pinie, jakies inne drzewa, szaro, deszczowo.. ponuro.. no tak jest wieczor, godzina 17.30, za pol godziny zajdzie slonce.. Jest budynek lotniska, przypomina poradziecki biurowiec, opuszczony przed laty, zaniedbany, nie remontowany, w srodku wyglada tak samo.. Cieplo, duszno, wilgotno.. Dluga kolejka do odprawy paszportowej, zolte ksiazeczki... szukam moich przyjaciol, ktorzy po mnie wyjechali.. Troche nerwowo sie rozgladam, w obawie, ze jak sie nie znajda, przyjdzie mi odzierac te kartony z warstw folii przy kontroli celnej... Ale sa, dwie dziewczyny i chlopak, z daleka widze ze to oni, nim jeszcze przeczytalem kartke ktora trzymali. Na kartce bylo napisane Bartek Dubiel, ale nie bede wybrzydzal. Dolacza do nich jeszcze dwoch cwaniakow, maja przeprowadzic mnie przez clo. Czekamy na bagaze, a konca tego czekania nie widac.. Atmosfera na lotnisku przyjemna, scisk gwar, przepychanie, ale przepraszam, na kazdym kroku. Z czelusci podziemi dworca wynurzaja sie setki walizek, male i duze, biale i czarne, a moich kartonow nie ma. Tlumacze sobie ze poniewaz jade z Londynu, to byly ladowane jako pierwsze, i wyjada ostatnie. tak tez jest w istocie. Jeszcze tylko odprawa celna, do odprawy dluga koleja. I tutaj wlaczyl sie do akcji "znajomy celnika" dal w lape policjantowi pilnujacemu porzadku w kolejce, ten zlamal szyk kolejki, zrobilo sie zamieszanie, a my przebieglismy wzdluz kolejki, ja pierwszy z kartonem na plecach, dalej reszta. Celnicy zaczeli krzyczec.. co to za bagaze, przyspieszylem kroku, byle na zewnatrz budynku, bialego gonic nie beda.. ot i wszystko.. Teraz dopiero WITAJ KAMERUNIE. Jest cielo, parno, zapada zmrok, upalu nie ma. Dobrze ze mam dlugie spodnie, buty i skarpetki, tym bardziej ze repelent przeciw komarom jest w bagazu glownym. Szukamy taxi. Jest, stare rozklekotane japonskie, kartony ledwo sie mieszcza w bagazniku, jedziemy w szostke, 3 osoby z przodu 3 z tylu. Odwozimy "celnika" do domu, potem na postoj autobusow do Yaunde. Bus jest "afrykanski" stary minibusik, pakujemy bagaz do gory, pokrzykuje zeby ostroznie, ale plecaka boje sie tam dac, jest w nim wielki reflektor.. Trzymam go przez caly czas na kolanach, nie czuje nog, a jedziemy 4 godziny... Masakra. tym bardziej ze nic nie jedlismy... A na kazdym postoju, obnosni sprzedawcy proponuja przysmaki, pieczone miesko z czegostam, orzeszki arachidowe, gotowany maniok w lisciach bananowych...W drewnianych chalupach, skleconych z desek i palet samochodowych, bary i sklepiki, przed barami grile z felg samochodowych, na grilach miesko z przeroznych zwierzatek..feria zapachow, i to w wiekszosci baardzo przyjemne. Ale w koncu jest hotel, ciepla woda, rozcinam karton i wyjmuje repelent, biore prysznic, psikam sie nim i ide spac. Rano mila pobudka, sniadanko, drzemik, buleczki, goraca woda i mleko w proszku do herbaty, jak to uzyc? kawy brak, jem to co jest, wylizuje drzem, w koncu nie wiadomo kiedy nastepny posilek. Lapiemy taksowke i jazda na "dworzec autobusowy" tym razem jest to cala ulica, zastawiona autobusami, kazdy ma napisane dokad jedzie. Przed samochodem bijatyka tragazy o nasz bagaz, mowie grzecznie ze maja spadac, skutkuje. bierzemy kartony i ladujemy na busa, tym razem jestem madrzejszy i plecak tez laduje do gory, biore tylko DEEt, latarke, i aparat do malego worka.
Załącznik:
image11745.JPG
image11745.JPG [ 1012 KiB | Przeglądane 10678 razy ]

Rozgladam sie po dworcu.. Teraz juz na spokojnie. Zgielk handlarzy obnosnych, bagazowych. Ladujemy sie do autobusu, mamy miejsca na koncu wiec musimy sie przedrzec na koniec, przechodzac po siedzeniach do tylu. Czekamy na zapelnienie autobusu. W koncu po godzinie ruszamy, przedzieramy sie przez gwarne przedmiescia Yaounde, sklepiki, muzyka, bary, zapachy pzrerozne.. motocykle i samochody.. Mkniemy za miasto, szeroka asfaltowa droga. Asfalt towarzyszyc nam bedzie
jeszcze 140 km, potem juz polna droga, im dalej od Yaounde tym droga staje sie bardziej czerwona. Wszedobylski pyl wpycha sie wszedzie, w nos i w uszy, i za koszule. Co bardziej zapobiegliwe kobiety zakladaja welniane czapki dla ochrony swoich wymyslnych fryzur..
Załącznik:
image10659.JPG
image10659.JPG [ 1008 KiB | Przeglądane 10677 razy ]

Tuz przed Bertoua kontrola drogowa, chlopaki cos dlugo zwlekaja z tym moim paszportem, pewnie na kolacje chca zarobic... Nie ode mnie, ...wychodze z autobusu, zeby zobaczyc co sie dzieje, ale sie namyslili, oddali paszport. U ojca Darka na parafii, skromnie, schludnie, czysto i szczerze. Wieczorny obiadek, ugotowany, jak wszystko tutaj, na trzech kamieniach na ognisku. Dzis przysmaki, mloda antylopa, sypki maniok, liscie jakiestam gotowane, wyborne. Antylopka delikatna jak cielecina. W nocy obudzil mnie deszcz, wlasciwie nie deszcz, a huk spadajacych z niebios ton wody. Widac tez bylo blyski, ale grzmoty zagluszyl huk spadajacych kropel deszczu. Nie slychac telefonu, krokow, spluczki w toalecie. Nie moge zasna, leze przysluchujac sie zywiolowi. Jest 5, zasypiam, budze sie ok 8, pada nadal, ale tak "normalnie", choc nadal to ulewa. Ide sie ogolic, zarost mam rudy, mimo ze wieczorem bralem prysznic.. To ta wszedobylska afrykanska glinka. Dzis dalszy ciag rozpakowywania i segregowania przywiezionych rzeczy. Darkowi nie zapala auto, naciagam paski, skrobie klemy przy akumulatorze, zakladam dodatkowe reflektory, zchodzi caly dzien. W miedzyczasie ok poludnia deszcz przestaje padac, wychodzi slonce, jest naprawde bardzo przyjemnie, choc nie upalnie.. Dzis zabilem pierwszego komara, dotychczas zadnego nie widzialem. Wsciekle atakowal moje kolano, ubilem gada i pobieglem wypsikac sie Deete-m. Ciekawe co dzis na obiad, pewnie osiol, ktorego Darek poszdl kolo poludnia ubic z dubeltowki. Pogoda teraz zrobila sie przesliczna, sloneczko, delikatne obloki, trawa zielona. Znalazlem w ogrodzie drzewo cytrynowe cytryny wielkie jak garapefruity, jest tez avocado, ale jeszcze nie dojrzale. Poczekamy, może zdąża, bo wielkością już mi pasują na jadalne.. Na kolacje jednak KARP. Prawdziwy karp, rzeczny, nie to nasze hodowlane tluste scierwo. Zapiekany na ognisku, smakuje wysmienicie, do tego maniok w lisciu bananowca, i ostra przyprawa - piment. Bardzo dobre, na deserek przysmaki, znaczy sie slimaki. Slimaki, jak slimaki, troche gumiaste, ale jadalne, mozna jesc, tylko po co? Tym bardziej ze sa w tym ostrym sosie paprykowym, pali niemilosiernie.. Dzieciaki mialy na kolacje sypki maniok i warzywa, zjadlem z nimi troche, da sie zjesc. Po kolacji zakupy w miescie, najwiekszy dom towarowy w Bartoua. Buda wielkości małej Biedronki.

Szkoda gadac. No i zrobila sie 9.30 czas splukac z siebie pyl calego dnia i mykac spac. W nocy znowu padalo, choc deszcz nie byl taki intensywny, to jednak zebralo sie troche wody na podlodze w lazience. Budzi mnie spiew ptakow, za oknem Agawa, jakies kolorowe krzaki i kwiaty, z lewej cytryna i avocado, a dalej 2 mangowce.


Załączniki:
image16824.JPG
image16824.JPG [ 476 KiB | Przeglądane 10678 razy ]

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!
Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 1 kwietnia 2011, 21:45 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 2 stycznia 2011, 19:16
Posty: 231
Wiek: 56
Lokalizacja: zewszad
Fajny opis
tylko po co?
ktos zapieprzyl , znow naprawil ?
tak w zyciu bywa
kasa wyszla na zero ,a tyle zmarnowanego serca :-(


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 1 kwietnia 2011, 22:00 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 20 marca 2010, 17:16
Posty: 6761
Wiek: 44
Lokalizacja: Czechowice-Dziedzice
Bartek piszu dalej czyta się super i wstawaj fotki i oczywiście opisuj co jest na fotkach :)

_________________
To bzykanie coś oznacza. Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu.

pozdrawiam Marcin


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 1 kwietnia 2011, 22:02 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
To już teraz, Janku, nieistotne, kto komu ile i za ile. Liczy się tylko przygoda i to co można zrobić dla tych dzieci.
http://www.misja-kamerun.pl

Co jest na fotkach? Przecie widać... :lol:
Pierwsze to Dworzec Autobusowy i ostatni przegląd przed kilkuset kilometrową trasa przez sawanne.
Drugi to sklepy na głowach
Trzeci to rodzinne dwa kółka...

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 1 kwietnia 2011, 22:21 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 2 stycznia 2011, 19:16
Posty: 231
Wiek: 56
Lokalizacja: zewszad
Bartku to moze zrobmy akcje humanitarna ?
kto co ma to podaruje , moze tak wyjdzie lepiej
dla usmiechu tych dzieci ja sie poswiece:-)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: poniedziałek, 4 kwietnia 2011, 15:43 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Z podarowywaniem jest problem, do Kamerunu nie ma transportu. Okazjonalnie gdy ktoś jedzie może zabrać przesyłkę.
Ja tez tak obładowany śpiworami jechałem.
a swoich rzeczy miałem:
1 sandały (na sobie)
3 koszulki
3 pary gaci
1 koszula z krótkim (na sobie)
1 spodnie długie (na sobie)
1 sp. krótkie.
1 para skarpet. (na sobie)
1 koszula z długim rękawem. (na sobie)
czapeczka
okulary
szczoteczka do zębów
jak wracałem do polski, to nikt mnie nie kontrolował, bo bagaż w reklamówce miałem..

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: wtorek, 5 kwietnia 2011, 18:46 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 2 stycznia 2011, 19:16
Posty: 231
Wiek: 56
Lokalizacja: zewszad
No tak myslalem ze z tym transportem bylby klopot :-(
a szkoda ,bo mialbym troche rzeczy do podarunku :-(
w sumie nawet nie wiem gdzie jest kamerun opsss.
zaraz sprawdze w googlach :-)
A Ty Bartku jak tam z copterami , zaczales juz cos?


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: wtorek, 5 kwietnia 2011, 21:47 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Costy, jakie tam coptery... Brak czasu na oblatanie Vicomte...
Praca i działka..

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: wtorek, 5 kwietnia 2011, 21:51 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 2 stycznia 2011, 19:16
Posty: 231
Wiek: 56
Lokalizacja: zewszad
Haha
a juz myslalem ze cos krecisz powazniejszego


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: wtorek, 5 kwietnia 2011, 22:51 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Za biletami do Kamerunu sie cały czas rozgladam... ale na razie ceny wysokie..

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: środa, 6 kwietnia 2011, 07:17 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 lipca 2010, 14:29
Posty: 580
Wiek: 53
Lokalizacja: KOZY
Bartku-jaki w przybliżeniu jest koszt takiego wyjazdu,czy trza robić jakieś dodatkowe szczepienia, badania.

_________________
Pozdrowienia od górala
GRZEGORZ


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: środa, 6 kwietnia 2011, 07:37 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Szczepienie na żółtą febrę jest obowiązkowe. Bez żółtej książeczki nie wjedziesz do Afryki.
Koszt wyjazdu, to głownie koszt biletów lotniczych. Ja leciałem za 2200 zł w obie strony. Ale był to lot z Londynu, z przesiadką i zmiana lotniska w Paryżu, do Londynu za 200 zł, no i podróż trwała 20 godzin.. Wtedy bilet "normalny" z Paryża kosztował 4000, a z Warszawy 6 000. Teraz jest niestety drożej.

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: środa, 6 kwietnia 2011, 07:48 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 lipca 2010, 14:29
Posty: 580
Wiek: 53
Lokalizacja: KOZY
A sprawy urzędowe np.wizy ,pozwolenia,ubespieczenie... ,a koszty samego pobytu,.wiem że byłeś w odwiedzinach.

_________________
Pozdrowienia od górala
GRZEGORZ


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: środa, 6 kwietnia 2011, 15:41 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Wiza w Bonn, chyba 50 Euro. Byłem w odwiedzinach to prawda. Podróżowałem tez sporo, hotel to 20-40zł, obiad tańszy ok 10 zł. Przejazdy tez w cenach jak u nas za komuny...
Generalnie tanio, no ale jak sie podróżuje to się wydaje.. sporo..

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: czwartek, 7 kwietnia 2011, 21:52 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
15.07
Poranek, jak poranek, nic sie nie dzieje, kolo poludnia zabieramy sie za uzdrawianie sprzetu naglasniajacego. O. Darek uzywał go do puszczania filmów przed kosciolem. Ano kazdy sposób jest dobry aby przyciągnąć młodzież. Robi sie z tego mnostwo problemow i tajemniczych awarii. Brak instrukcji czy schematu.. ja w zasadzie się na tym nie znam. W koncu kiedy udaje mi sie to wszystko ogarnac, nadchodzi koszmar radiowca. Sprzet nie chce dzialac mimo iz poszczegolne elementy sprawne, awaria sie przemieszcza, jest zawsze nie tam gdzie sprawdzam.. kabel ma 3 czesci, dowolne dwie polaczone ze soba dzialaja, trzy juz nie chca. Trace kolejne pol godziny. Wykonuje kilka zaklec lutownica i udaje sie wygnac demona.. Odpalam dziala, rozlaczam wszystko, lacze jeszcze raz, dziala. Łącze kable w dowolnej kolejności, teżdziała. Uff.
Przekaska, zglodnialem.. Zimne piwo, w pełni zasłużone, orzeszki ziemne ktorych tysiace jeszcze wczoraj suszly sie na podworku, do tego avocado, a potem mango, kucharka wie ze nie odmowie, nawet do piwa.. A na koniec raczy mnie butelka mleczno – bialego palmowego wina, nie pilem jeszcze, slodkie, dobre. Nie wiem czy moj żołądek to wytrzyma, ale niech tam jeszcze szklaneczke poprosze. Kurna podobno ma 7 voltów, ale po butelce zaszumiało nieźle. Wloke się pisać dziennik podróży...
Wino palmowe robi sie w bardzo prosty sposob.. na poczatku sadzi sie palme, nie no zaraz, po co, palm tu rosnie w brod .Robi sie w tej palmie naciecia na korze, takie ja do zbioru zywicy, podkladamy butelke i przychodzimy za czas jakis. Np. wieczorem. Do butelki scieka bialy, palmowy sok, i natychmiast fermentuje. Produkt jest gotowy i przeznaczony do natychmiastowego spozycia. Upic sie tym ciezko, ale w glowie po nim szumi.
Godzina 17, jedziemy po zamowione bilety kolejowe z Belabo do Ngaundere. Wyjazd dzis o 21. Kupuje jeszcze bagietki i wode na droge jade sie pakowac. Jedna koszula 2 pary gatek, dlugie spodnie i spiwor, na wszelki wypadek. Jedziemy na dworzec, wsiadamy w autobusik do Bilabo, najblizszej od Bertoui stacji kolejowej. W Kamerunie jest jedna linia kolejowa, prowadzi ze stolicy, do Maroui, miejscowosci w glebi ladu. Autobusik niczego sobie, siedzenia nawet w miare, gdyby nie to za na 4 fotelach siedzi sie w piatke, byloby ok. Ale to juz taki miejscowy zwyczaj, wszystko laduje sie do oporu, a potem jeszcze troche...
Załącznik:
image10691.JPG
image10691.JPG [ 1000 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Belabo, dworzec jak w Pcimiu Dolnym, przepraszam Pcim za porownanie, noc, troche chlodno, idziemy do poczekalni, "pachnaco" i pelno. Wynosimy sie na dwor, tam, stragany, owoce, ryby i miesko z grila, przy straganach ludzie spiacy na ziemi. Wokol tego kraza sprzedawcy ze „straganami” na glowach, owoce, buty, zegarki, ciuchy, pasta do zebow, husteczki. Wiekszosc do dzieci, tak na oko od 6 roku zycia, Jest 12 w nocy, dzieci siedza, bawia sie, tancza, pracuja, przede wszystkim pracuja. Pracujace dzieci w afryca spotkasz na kazdym kroku, sprzedaja, gotuja, myja sprzataja, nosza wode i drewno, dzwigaja na swoich malych glowkach pewnie polowe towaru w afryce.
Załącznik:
image10828.JPG
image10828.JPG [ 3.91 MiB | Przeglądane 10444 razy ]

Nadchodzi wiadomosc ze pociag jest opozniony, i przyjedzie moze o trzeciej, może o czwartej, nieprawda, jest o pierwszej. Zgielk i tumult, mamy miejsca 1 klasy, bedziemy mieli siedzace, spiesza sie ci do klasy drugiej, kto pierwszy ten lepszy.. Z przodu lokomotywa spalinowa, troche pognieciona, wagony noo.. moze byc. Wpychamy sie do srodka.. zaskoczenie, fotele z czerwone dermy ( w całości), czysto, toaleta tez posprzatana.. Europa, nawet lepiej, bo co pol godziny sprzataja toalety...
Załącznik:
image15170.JPG
image15170.JPG [ 976 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Tuu tuu, jedziemy, drzemie do switu, budzę się, za oknem zmiana krajobrazu, busz ustepuje miejsca sawannie, pierwsze baobaby, krowy zebu, rzeki wijace sie raz po tej, raz po tamtej stronie torow, niektore pelne wody inne suche, puste piaszczyste koryta. Wioseczki mniejsze, blaszane dachy ustapily miejsca tym ze strzechy, pojawiaja sie okragle „murzynskie haty” jakie znam z filmow. Przyszedl konduktor, bilety sprawdzil, wywalil kilku gapowiczow. Jedziemy dalej, coraz wigotniej, coraz wyzej, pociag caly czas pnie sie w gore. Coraz wiecej trawy za oknami, kwitna baobaby. Jestesmy na miejscu. Wysiadamy, biegniemy szukac autobusu do Marua, walczymy w kolejce, bedzie o 13, potem idziemy na miasto.
Miasto inne niż Bertoui, Islamskie, jest meczet, sporo ludzi w tradycyjnych strojacch. Widze przechodniów z dywanikami pod pachą.
Załącznik:
image10649.JPG
image10649.JPG [ 1000 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Bilety
Kupno biletu w Kamerunie nie jest sprawa tak prosta ji trywialną jak w Europie) zreszta kupno biletu nie gwarantuje odbycia podrozy.. Miejsc w autobusie jest 35, a chetnych zwykle znacznie wiecej.. trzeba sie dopchac do okienka, uzywajac metody lokciowo-kolanowej. Kiedy jestes juz szczesliwym posiadaczem biletu, trzeba czekac pod autobusem, obierajac pozycje dogodna do ataku na drzwi. Najpierw ladowane sa bagaze na dach, potem wpuszcza sie podroznych.

W Jaundere, mamy dogodna pozycje do ataku, na wprost drzwi, ja po prawej stronie, z prawej probuje sie wepchnac jakis chudy zylasty, mlodzian. I teraz nastepuje blyskawiczna akcja, blokuje go prawa reka, chwytajac sie ramy drzwi na poziomie jego twarzy, on probuje obejscia dolem, ale przewiduje to i szybko stawiam noge na schodach. Nadziewa sie czolem na moje kolano.. odskakuje zaskoczony, czyszczac przy okazji prawa flanke. I teraz finisz, lewa reka powtarzam ruch prawej, chwytam za framuge drzwi, blokujac ewentualny atak z lewej, lewym kolanem wpycham Aschilla do srodka, stawiam noge na stopniu, i... juz po walce, teraz spokojnie i leniwie mozna zajac miejsce. Bierzemy najlepsze, w ostanim rzedzie, na koncu autobusu. Po lewej stronie walka trwa jednak nadal, zolnierz probuje przez okno wsadzic trojke dzieci, i zajac caly rzad, nic z tego trzy tegie jejmoscie, matka z corkami, zajmuja miejsca obok niego, nie zazdroszcze, one zajmuja, kazda po poltorej miejsca.. Walka jednak stopnowo ustaje. Jedziemy.Autobus wlecze sie niemilosiernie, mijamy pasmo gorskich serpaentyn, widoki zapieraja dech w piersiach, jedziemy w niziny, sawanna, okragle chalupy kryte strzecha, stada afrykanskich, poldzikich krow, tylek boli, kozy pasace sie przy drodze, dzieci przy studni, bardziej boli, samotne kopce wzgorz wyrastajace z rowniny, tylka juz nie czuje. 9 wieczor, Garua, postoj kolacja, do Marua, jeszcze 3 godziny, obiecujemy sobie hotel, prysznic, spanko do poludnia..
Załącznik:
image15336.JPG
image15336.JPG [ 1.09 MiB | Przeglądane 10444 razy ]

Jedziemy, kierowca fajans, droga w remoncie, jedziemy wyboistym poboczem, ciemno, wielkie kaluze na drodze, wleczemy sie. Co chwila wyprzedzaja nas inne busiki a po chwili ich swiatla nikna gdzies w dali. Koniec drogi, zatrzymujemy sie. Przed nami cala droga zablokowana przez przeladowana ciezarowke. Pekniety resor, niebezpiecznie przechylona stoi na srodku drogi. Wysiadamy, zostaje pare osob z dziecmi. Kierowca probuje wjechac na skarpe, ale autobuj jest przeladowany, ma pelny bagaznik dachowy. W rezultacie przewraca sie i zsuwa z drogi. Krzyk lament, wyciagam latarke, wlaze na busa, wyciagamy kierowce, przez tylna szybe wychodzi reszta pasazerow, nikomu nic sie nie stalo. Bagaze porozzucane po drodze, nurkuje do autobusu po plecaki, sa, zginela gdzies woda, a wlasnie 5 minut temu mialem sie napic, nurkuje, jest! Sytuacja sie powoli normuje, ludzie zebrali bagaze, siadaj na skraju drogi. Drugi autobus jedzie juz do nas, bedzie moze za 2 godziny. Samochody, które zatrzymaly sie zeby pomoc, powoli odjezdzaja. Powoli gasna latarki, cichna rozmowy, dzieci zasypiaja, ludzie rozkladaja maty, leza i drzemia. Nikt nie krzyczy nie lamentuje, trzeba czekać. To czarni umieją najlepiej. Nic nie robiąc, maja poczucie że czas się zatrzymuje... Siadam na poboczu, pisze dziennik. Gasze latarke, szaruga, niebo pelne gwiazd, wyraznie na niebie blyszczy krzyz poludnia, zarysy bagazy i ludzi, ciche rozmowy, cykady, wielkie biale nietoperze, cisza przerywana przez charakterystyczny odgłos afrykańskiej ciężarówki.Tego dzwieku w Europie już nie usłyszycie..
Załącznik:
image10668.JPG
image10668.JPG [ 1004 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Załącznik:
image15302.JPG
image15302.JPG [ 1 MiB | Przeglądane 10444 razy ]

Charakterystyczny, tubalny, wyrazajacy sprzeciw przeciw wyzyskowi, przeciazniu, starości, naprawianiu młotkiem i drutem, jego dzwiek miesza sie ze skrzypiaca skarga przeciazonych resorow i tubalnym jekiem osi i skrzyni biegow. Afrykanska ciezarowka, Mercede, czy DAF. Kiedys w czasch swojej swietnosci pomykała po drogach europy, teraz dokonuje zywota na bezdrozach, przeciazony, latany od przypadku do przypadku. Wyeksploatowany do granic mozliwosci. A moze bardziej... Naprawiany częściami z tych które już nigdy nie pojadą dalej...
Załącznik:
image16626.JPG
image16626.JPG [ 548 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Robie sie senny, klade sie na ziemi z plecakiem pod glowa. Budzi mnie gwar, nasz nowy-stary autobus, fotel, spie dalej. Czuje ped powietrza, auto pedzi, omija wyboje na drodze przechlajac sie niebezpiecznie na boki, pod kolami chrzęści zwir. Budzi mnie chlupot wody, most w remoncie, jedziemy więc przez rzeke brodem. Woda chlupie na schodach autobusu, bulgoce rura wydechowa. zasypiam.
Załącznik:
image16445.JPG
image16445.JPG [ 1.35 MiB | Przeglądane 10444 razy ]

Załącznik:
image15241.JPG
image15241.JPG [ 968 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Budze sie stoimy, wysiadamy Maroua, 7 rano. Krotka narada. Bierzemy hotel, szukamy transportu do Rumsiki (musimy wynajac auto) jemy sniadanie, dokladnie w tej kolejnosci.. Mamy hotel, ok, transport jakis pajac proponujeza 80 000, strasznie duzo gada, splawiamy go. Wracam do hotelu, pytam o transport, jest facet, toyota corolla 4WD, taki nam trzeba, targujemy staje na 40 000, jest ok, przybilam piatke, kaze mu czekac. Wracamy do hotelu na sniadanie, „kontynentalne” omlet i buleczka i slodki rogalik, pyszna kawa. Wracam do zycia. Jedziemy. Place zaliczke, tankujemy, jedziemy. Troche asfaltu do Mokolo, dalej bezdroza, gory, heh, slupy gorskie, jak w gorach skalistych.. Malutkie wioski, krowy, konie, kozy, osly, czarne swinie pasace sie na podworku, dzieci w podartych koszulkach.. na miejscu.. gora Rumsiki..
Załącznik:
image11709.JPG
image11709.JPG [ 1008 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Załącznik:
image16519.JPG
image16519.JPG [ 1.45 MiB | Przeglądane 10444 razy ]

Skalny slup wysokosci pewnie z 300 metrow, wyrastajacy z wawozu, cud natury. Dokola wioska, baobaby, kozy, dzieci. Sklepiki z pamiatkami.
Załącznik:
image10323.JPG
image10323.JPG [ 4.14 MiB | Przeglądane 10444 razy ]

Najpierw siadamy w cieniu zadaszonego baru, zimne piwo, dzieciaki proponujace przwodnictwo. Odganiamy. Zostaje jeden, sympatyczny, nic nie mowi, idzie za nami, koryguje nas ze zle idziemy, znowu milczy.
Załącznik:
image12657.JPG
image12657.JPG [ 1008 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

Wolam go prowadź, pokazuje grote skalna, wchodzimy na gore tak daleko az nie zatrzyma nas rozsadek, jest za stromo, bez asekuracji dalej nie idziemy. Wracamy po pamiatki, dlugo targujemy, kołczan, strzały, amulety, naczynia, tam-tam, żelazne bransolety, ozdoby, czółenka tkackie. Wracamy. Obiad na ulicy, mięso zebu z grila, kukurydza, piwo. Mam problem z zoladkiem. Idziemy kupic bilety na jutrzejszy autobus do Jaundere, 5.30, prysznic, spac.
18.07
Powrot, przeciwienstwo podrozy „tam”, autobus szybko pomyka, jestesmy na miejscu o 16, kupujemy bilety na pociag, jemy obiad, wsiadamy (jest punktualnie) jedziemy do Bilabo, wielki ksiezyc zaglada nam w okna pociagu, potem skrywa sie we mgle. Zaczyna padac. W Bilabo mamy natychmiast autobus do Bertoui. 2.20 w nocy. Rekord 21 godzin. Prysznic w zimnej jak co dzień wodzie, golenie spać..


Załączniki:
image10671.JPG
image10671.JPG [ 1000 KiB | Przeglądane 10444 razy ]
image11739.JPG
image11739.JPG [ 1012 KiB | Przeglądane 10444 razy ]

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!
Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: czwartek, 7 kwietnia 2011, 22:18 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 09:34
Posty: 5217
Wiek: 55
Lokalizacja: Plewiska
przez sobotę się do Bartka nie odezwę.............

z zazdrości !

_________________
Pozdrawiam Krzysiek


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: czwartek, 7 kwietnia 2011, 23:12 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 1 lutego 2011, 19:48
Posty: 2836
Wiek: 61
Lokalizacja: Milanówek
Powiedz jak znosiłeś tamtejszy klimat ?
Pięknie opowiadasz .... prosimy o więcej :)

_________________
pozdrawiam
Andrzej


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 07:04 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Odnośnie klimatu, to pojechałem tam w lipcu, w doskonałym momencie, podczas tzw. małej pory deszczowej, temperatury były na poziomie 30-35 stopni. Wieczory w miarę chłodne (30 stopni, czasem mniej) Zdarzały się deszcze czasem ulewy. Jedyne co dokuczało to wilgotność, na poziomie chyba z 90%. Koszula "szybkoschnąca" która w kraju schnie 30 minut tam potrzebowała 24 godziny, T-shirt sechł 2 dni. Ale wilgotność nie przeszkadza, czujesz się po prostu jak w palmiarni, albo szklarni, czyli stosownie do miejsca.. :lol:
Tempo życia trzeba oczywiście nieco zwolnić, ruchy takie bardziej murzyńskie, niespieszne..
Gorzej jest tam w styczniu, podczas suchej pory, wtedy temperatury dochodzą do 50 stopni...
Krzysiu, lepiej się odezwij, może zaplanujemy wspólny wypad...
Bo ja cały czas się wybieram...
Zresztą gdyby ktoś miał ochotę się tam wybrać to O. Darek chętnie przyjmuje gości. Jest wtedy czas i na zwiedzanie, i na pomoc na Misji...
Załącznik:
image11757.JPG
image11757.JPG [ 1008 KiB | Przeglądane 10416 razy ]

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 07:21 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 lipca 2010, 14:29
Posty: 580
Wiek: 53
Lokalizacja: KOZY
Bartek,przychodzę z pracy 2zmiana -Kamerun ,wstaje i dalej Kamerun.
Dzięki za ta relację ,a jak wygląda sprawa miejscowej waluty.Euro ,czy dolary i wymiana w kantorze.

_________________
Pozdrowienia od górala
GRZEGORZ


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 17:32 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Euro, wymiana w banku, słąby kurs, albo u konika, na bazarze. Dobry kurs. Język niestety tylko francuski, więc lepiej sie pouczyć.... Ale ja nie znałem, więc O. Dariusz przydzielił mi przewodnika anglojęzycznego.

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 18:16 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Załącznik:
image10402.JPG
image10402.JPG [ 1.07 MiB | Przeglądane 3161 razy ]

Załącznik:
image10408.JPG
image10408.JPG [ 4.04 MiB | Przeglądane 3161 razy ]

Załącznik:
image10582.JPG
image10582.JPG [ 1.38 MiB | Przeglądane 3161 razy ]

Załącznik:
image10621.JPG
image10621.JPG [ 2.21 MiB | Przeglądane 3161 razy ]


Załączniki:
image10665.JPG
image10665.JPG [ 1000 KiB | Przeglądane 3161 razy ]

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!
Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 19:56 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 2 stycznia 2011, 19:16
Posty: 231
Wiek: 56
Lokalizacja: zewszad
organizuj , organizuj wyjazd , ja sie dosiade w Londynie
zreszta chetnych na wyjazd tez zapraszam na odpoczynek do Heatroow mamy . blisko
Masz Bartku moze bloga ?
Kurde zebym ja tak umial opisywac :-(
a tak tylko jezdze i jezdze i moim oczom zostaje :-(
Jan


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 20:01 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 21 marca 2010, 18:35
Posty: 2364
Wiek: 63
Lokalizacja: Poznań - Jeżyce
Nawet nie macie pojęcia jak taki wyjazd zmienia pogląd na życie...
Wspólny wyjazd... czemu nie..
Powiem szczerze, przeznaczylem na wyjazd 5000 zł i jeszcze ni zostało..

_________________
Bartek
NEVER STOP EXPLORING!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Kamerun
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 20:21 
Offline
modelarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 2 stycznia 2011, 19:16
Posty: 231
Wiek: 56
Lokalizacja: zewszad
baxter napisał(a):
Nawet nie macie pojęcia jak taki wyjazd zmienia pogląd na życie...
Wspólny wyjazd... czemu nie..
Powiem szczerze, przeznaczylem na wyjazd 5000 zł i jeszcze ni zostało..



Tym bardziej sie pisze :-) na taki wyjazd
byle nie w czrwcu od 4 do 18


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron

139,626,662 Wyświetlone Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL