wojcio69 napisał(a):
:lol:
Fajnie chłopaki, że macie podobne odczucia do moich.
Konrad to jest to, tamta muzyka miała jakieś przesłanie (większe czy mniejsze), ot choćby słynne "Przeżyj to sam Lombardu lub "Wind of chance" Scorpions. Nawet humorystyczne "Chałupy welcome to" Wodeckiego.
Tamte teksty miały sens a teraz...
Nie wychodzę dziś z chałupy
Bo mi wleciał bąk do ...
Moja miła był tu Ignac
Miał mi bąka z ... wygnać
Eh,... idę Konrad zrobić, to co Ty.
Piotrn28 do latania najlepszą muzykę gra czterotaktowy silnik w modelu a jak jest to jeszcze gwiazda to raj dla uszu.
W kwestii formalnej: "Wind of Change"...
Trochę poważniej - całkowicie zgadzam się z Waszymi przemyśleniami

, zupełnie jakbym czytał zapis własnych myśli w tej materii...
A tak w ogóle to przez ten mój (wypaczony zapewne

) gust muzyczny dzisiejszej twórczości "gwiazd" kompletnie nie trawię

. Żadne tam Feele czy inne Dody

. Narażę się pewnie niejednemu Koledze

, ale nie cierpię również nazywania muzyką występów kolesi w za dużych ubraniach, z czapkami założonymi tyłem na przód albo daszkiem w bok, co to taki postęka, pokwęka, pogada coś do rymu i do rytmu, pokiwa się i pomacha kończynami górnymi jak na pół sparaliżowany szympans z gestami jakby miał chroniczny skurcz niektórych mięśni w dłoniach...

Dobrze, że choć są jakieś wyjątki od reguły współczesnego gwiazdorstwa i tworzą Muzykę (przez duże "M") podobną w klimatach do tej, na której się wychowałem.
Jeśli w wielu przypadkach miarą gwiazdorstwa danej "gwiazdy" jest głębokość i częstotliwość przysiadów podczas występu, oraz eksponowania przy tej okazji skarbów rodowych, częstotliwość wywoływania najróżniejszych skandali, żeby tylko pozostawać w centrum zainteresowania brukowych mediów - a w tekstach najczęściej przewija się fraza: "łooooo, jeeeeeeeeeee", to ja przepraszam bardzo, ale w życiu nie nazwę muzyką takiej wygenerowanej elektronicznie kakofonii dźwięków, która częściej mi przypomina jazgot sfory psów walczącej o pierwszeństwo w dostępie do suki.
W Muzyce, do której chętnie wracam każda piosenka ma początek, kontynuację i zakończenie; tekst zapada w pamięć, a melodia wpada w ucho i nie trzeba wiele się wysilać by móc ją sobie choćby w duchu zanucić...

Do dziś przechowuję winylowe zdobycze z czasów, gdy się nie kupowało a zdobywało: pierwsze trzy płyty Perfectu, dwie Lombardu, TSA, Bajmu, Jerzego Rybińskiego "Ulica marzeń" a z zagramanicznych to i Drupi się znajdzie, Afric Simone, ABBA i jakieś tam jeszcze inne. Krajowych też wiele różności udało mi się przechwycić z kolekcji mojego Brata - z czasów kiedy na chleb ponoć wołałem"pep"...
Świerzbią mnie łapy, coby zainwestować w jakiegoś gramofona, którym by się dało te starocie przegrać na empetrójki

.
A tak w ogóle to wywołaniem tego tematu narozrabiałeś Wojtku jak pijany zając w kapuście

. Przez Ciebie wychłeptałem resztki orzechowej soplicy

i teraz nie wypada mi nic innego jak grzecznie paść w objęcia Morfeusza

.