No właśnie co popsułem.
A sprawa się ma tak. Skrzydełko przed kretem z powodu urwanej lotki latało jak po sznurku.
Było przewidywalne i nie wpadało w korki. Latało naprawdę świetnie i nawet w trudnych warunkach ostatnio w Michałkowie z turbulencjami radziło sobie świetnie.
Po krecie nic kompletnie się skrzydełku nie stało, żadne odkształcenia no może jedynie 1 cm nosa lewego winglet/a/u (nie wiem jak to się pisze) odpadło. Wystrugałem nowy kawałek nosa i dokleiłem.
Modyfikacji jakie zrobiłem to:
Odciąłem lotki i wstawiłem nowe na zawiasy z dyskietki. Lotki są zrobione z deski balsowej.
Poprzednio była to balsa 7mm a szerokość lotki to 5 cm.
Teraz wstawiłem (bo nie miałem) balsę 8mm i powiększyłem szerokość lotki do 6 cm.
Przeszlifowałem spływ lotek (poprzednio nie) tak że teraz mają po 3 mm.
Dokleiłem nowy dodatkową wręgę silnikową ze sklejki 3 mm. Marek Rokowski przewidział balsosklejkę 3 mm i ta od twardych lądowań się wyrobiła i silnik słabo trzymał.
To wszystkie modyfikacje.
Teraz ledwo co mogę zapanować nad skrzydłem. Wpada w korek co chwila (zwłaszcza jak leci z wiatrem). Cały czas ma tendencje do "pikowania" zwłaszcza bez silnika.
Dziś podniosłem lotki o 5mm w stosunku do poprzedniej specyfikacji a było 5mm. Dziś było odrobinę lepiej ale jeden korkociąg był. Dobrze że jest silnik bo znów byłaby gleba.
Wyważenie jest dobre takie jak przed modyfikacjami, dziś sprawdzałem.
Jakieś uwagi bom głupi
A i jeszcze jedno pytanie, muszę spróbować zmienić jeszcze kont silnika. Chcę żeby skrezydło wzbijało się w górę podczas dodawania obrotów. Czyli śmigło powinno patrzeć w niebo czy w ziemie.
